Streszczenie — Wybór fraszek, wybrana pieśń, treny VII i VIII

Jan Kochanowski · streszczenie krótkie i szczegółowe, plan wydarzeń oraz odsyłacze do charakterystyk bohaterów.

Streszczenie krótkie

Kochanowski żartuje we fraszkach z pijatyki, w której kompani wyważają drzwi uczonemu doktorowi, z dewotki, która ciągle się spowiada, i z ludzi narzekających na starość. Pisze, że jego fraszki zbierają śmiechy i żarty, ale kryją też tajemnice. Zastanawia się nad ludzkim życiem, które jest fraszką, i nad człowiekiem jako zabawką Boga. Chwali zdrowie, cień lipy i dom w Czarnolesie, a Boga prosi o spokojną starość. W pieśni „Czego chcesz od nas, Panie” dziękuje Stwórcy za piękno i porządek świata. W Trenach VII i VIII ojciec opłakuje córkę, patrząc na jej ubranka i na opustoszały dom.

Streszczenie szczegółowe — Wybór fraszek, wybrana pieśń, treny VII i VIII

Na swoje księgi (Księgi pierwsze)

Poeta mówi, że jego pisma nie dbają o wielkich bohaterów. Nie interesuje ich ani srogi Mars, ani Achilles. Zbierają za to śmiechy i żarty, a garną się do nich pieśni, tańce i biesiady. Statek, czyli powaga, nie popłaca w tych czasach, a praca idzie na marne. Przy fraszkach przynajmniej mu naleją. Jeśli ktoś się z niego śmieje, nic sobie z tego nie robi.

Do Mikołaja Firleja („Jesliby w moich książkach…”, Księgi pierwsze)

Poeta zwraca się do Mikołaja Firleja. Jeśli w jego książkach znajdzie się coś, czego nie wypada czytać przy pannie, prosi o wybaczenie. Uważa, że sam poeta ma być stateczny, a rym może czasem pozwolić sobie na swawolę. Fraszka oddziela więc życie autora od żartów, które pisze.

O żywocie ludzkim („Fraszki to wszytko…”, Księgi pierwsze)

Fraszką jest wszystko, co ludzie myślą i robią. Na świecie nie ma nic pewnego, więc nie warto się o nic troszczyć. Zacność, uroda, siła, pieniądze i sława przeminą jak polna trawa. Na koniec ktoś, kto naśmiał się z ludzi i ich porządków, schowa ich do worka jak lalki po przedstawieniu.

O żywocie ludzkim („Wieczna Myśli…”, Księgi pierwsze)

Poeta zwraca się do Wiecznej Myśli, czyli do Boga. Jeśli Boga obchodzi to, co porusza ludzi, musi mieć w niebie prawdziwy karnawał, patrząc na sprawy świata. Wystarczy coś rzucić, a ludzie jak dzieci rzucają się w taki tłok, że wynoszą z niego nawet śmieci. Jeden traci rękaw, drugi czapkę, trzeci płaci za zabawę własnymi włosami. W końcu przychodzi nieszczęście albo śmierć i każdy, choćby niechętnie, porzuca zdobycz. Poeta prosi Boga, by mógł razem z Nim cieszyć się tym widowiskiem. Niech inni walczą, a on będzie się przyglądał.

Na nabożną (Księgi pierwsze)

Dwuwersowa fraszka ma formę pytania do kobiety, która uważa się za pobożną. Skoro mówi, że nie grzeszy, to po co tak często się spowiada? Puenta odsłania obłudę albo próżność dewotki.

Raki (Księgi pierwsze)

Czytane zwyczajnie, dziesięć wersów to pochwała kobiet. Mówiący radzi folgować paniom, kochać je wiernie i wierzyć, że pragną miłości, a nie złota, kochają z serca i dbają o prawdę. Na końcu zapewnia, że będzie im służyć wiecznie. Tytuł podpowiada jednak, że wiersz trzeba czytać jak rak, czyli wspak. Gdy czyta się każdy wers od końca, znaczenie się odwraca. Pierwszy wers brzmi wtedy „Rada ma, sobie nie paniom folgujmy”, a całość zmienia się w przestrogę przed kobietami.

O doktorze Hiszpanie (Księgi pierwsze)

Fraszka jest scenką z dialogiem. Towarzysze zauważają, że ich dobry doktor idzie spać i nie chce czekać na wieczerzę. Postanawiają się bawić bez niego. Po wieczerzy idą jednak do Hiszpana, i to z dzbanem. Wołają, by ich wpuścił. Doktor nie otwiera, ale drzwi i tak puszczają. Kompani przekonują go, że jeden kielich nie zaszkodzi, a on zgadza się na jeden. Od jednego kielicha dochodzi do dziewięciu i doktorowi mąci się w głowie. Na koniec skarży się, że ciężko mu z tymi panami, bo poszedł spać trzeźwy, a wstanie pijany.

Na starość (Księgi pierwsze)

Dwa wersy zwracają się do starości. Wszyscy jej pragną, czyli chcą dożyć sędziwego wieku, a kiedy już przychodzi, narzekają. Fraszka wytyka ludzką niekonsekwencję.

Do Hanny („Chybaby nie wiedziała…”, Księgi pierwsze)

Zakochany pyta Hannę, czy naprawdę nie wie, co znaczy blada twarz, odpowiadanie od rzeczy, częste wzdychanie i rzadki śmiech. Wszystkie te objawy świadczą, że jego serce mdleje z miłości do niej. Hanna z tej fraszki to adresatka liryki miłosnej, a nie córka poety.

Na lipę („Gościu, siądź pod mym liściem…”, Księgi wtóre)

Mówi lipa. Zaprasza gościa, by usiadł pod jej liśćmi i odpoczął. Obiecuje, że nie dosięgnie go tu słońce, nawet kiedy wzniesie się najwyżej. Z pola wieją tu chłodne wiatry, a słowiki i szpaki śpiewają. Z jej pachnących kwiatów pszczoły biorą miód na pańskie stoły. Cichym szelestem lipa potrafi sprowadzić na człowieka słodki sen. Nie rodzi jabłek, ale jej pan ceni ją tak jak najpłodniejsze drzewo z sadu Hesperyd.

Do fraszek („Fraszki nieprzepłacone…”, Księgi trzecie)

Poeta zwraca się do swoich fraszek, którym powierza wszystkie tajemnice, w szczęściu i nieszczęściu. Jeśli ktoś zechce wyczytać z nich jego ukryte myśli, fraszki mają mu powiedzieć, żeby nie łamał sobie głowy. Wejdzie bowiem w Labirynt, z którego nie wyprowadzi go żadna Ariadna ani nić. Nawet budowniczy, który zbudował go dla człowieka-byka, nie zawsze trafia do wyjścia i wylatuje dopiero wtedy, gdy przyczepi sobie pióra do ramion.

Na zdrowie (Księgi trzecie)

Nikt nie wie, ile jest warte szlachetne zdrowie, dopóki go nie straci. Dopiero wtedy człowiek widzi wyraźnie i sam przyznaje, że nie ma nic lepszego ani droższego. Majątek, perły, kamienie, młodość, uroda, wysokie urzędy i władza są dobre tylko wtedy, gdy zdrowie jest całe. Bez sił cały świat jest niemiły. Na koniec poeta nazywa zdrowie drogim klejnotem i prosi, by upodobało sobie jego ubogi dom.

Do gór i lasów (Księgi trzecie)

Poeta patrzy na wysokie góry i lasy i wspomina młodość, która tu została, kiedy mało dbał o powagę. Potem był wszędzie i wszystkiego skosztował. Żeglował po głębokim morzu, odwiedził Francuzów, Niemców i Włochów, widział lochy Sybilli. Dziś był spokojnym żakiem, jutro rycerzem z mieczem, dziś dworzaninem w pańskim pałacu, jutro cichym duchownym w kapitule. Porównuje się do Proteusza, który zmieniał się w smoka, deszcz, ogień i barwę obłoka. Na koniec przyznaje, że siwieje, i trzyma z tymi, którzy chwytają to, co się da, póki czas.

Człowiek boże igrzysko (Księgi trzecie)

Poeta uważa, że nikt nie powiedział większej prawdy niż ten, kto nazwał człowieka bożym igrzyskiem, czyli zabawką Boga. Człowiek nigdy nie postąpił tak mądrze, by Bóg nie musiał się z niego śmiać. Choć Boga nie widział, uroił sobie, że jest do Niego podobny. Zaślepiony miłością własną, myśli, że świat stworzono dla niego. Wydaje mu się, że istniał, zanim się urodził, i że będzie istniał, choć umrze. Fraszka kończy się stwierdzeniem, że wszędzie pełno błaznów.

Na dom w Czarnolesie (Księgi trzecie)

Fraszka jest modlitwą. Poeta mówi Bogu, że dom jest jego pracą, ale powstał dzięki Bożemu zrządzeniu, i prosi o błogosławieństwo do końca. Inni niech mają marmurowe pałace i ściany obite złotogłowiem. On chce mieszkać w ojczystym gnieździe. Prosi o zdrowie, czyste sumienie, uczciwe pożywienie, ludzką życzliwość, łagodne obyczaje i nieprzykrą starość.

Pieśń „Czego chcesz od nas, Panie”. Strofy 1–4

W pierwszej strofie poeta pyta Boga, czego chce od ludzi za hojne dary i niezmierzone dobrodziejstwa. W drugiej odpowiada, że kościół Go nie obejmie, bo Bóg jest wszędzie, w otchłaniach i w morzu, na ziemi i w niebie. W trzeciej dodaje, że Bóg nie pragnie też złota, bo wszystko, co człowiek nazywa swoim, należy do Niego. W czwartej strofie pada odpowiedź na pytanie z początku. Ludzie mogą Mu ofiarować tylko wdzięczne serce i nie mają ofiary bardziej stosownej.

Strofy 5–8

Piąta strofa mówi, że Bóg jest Panem całego świata, zbudował niebo i wyhaftował je złotymi gwiazdami. W szóstej założył fundament ogromnej ziemi i okrył jej nagość ziołami. W siódmej na Jego rozkaz morze stoi w brzegach i boi się przekroczyć wyznaczone granice. W ósmej rzeki mają mnóstwo wody, a dzień i noc znają swoje pory.

Strofy 9–10

W dziewiątej strofie dla Boga Wiosna rodzi kwiaty, a Lato chodzi w wieńcu z kłosów. W dziesiątej Jesień daje wino i jabłka, a potem przychodzi gnuśna Zima, która korzysta z tego, co gotowe. Pory roku następują po sobie w porządku, który ustanowił Stwórca.

Strofy 11–12

W jedenastej strofie z łaski Boga nocna rosa pada na słabe zioła, a deszcz ożywia spalone słońcem zboża. W dwunastej każde zwierzę czeka na pokarm z Jego rąk, a On karmi wszystkie ze swojej szczodrości.

Strofy 13–14

Trzynasta strofa to uroczysta pochwała. Niech nieśmiertelny Pan będzie chwalony na wieki, bo Jego łaska i dobroć nigdy się nie skończą. W czternastej poeta prosi, by Bóg zachował ludzi „na tej niskiej ziemi” tak długo, jak zechce, i zawsze trzymał ich pod swoimi skrzydłami.

Tren VII. Wersy 1–6

Ojciec zwraca się do ubranek zmarłej córki. Pyta, po co przyciągają jego smutny wzrok, skoro tylko powiększają żal. Dziewczynka już nigdy ich nie włoży. Nie ma żadnej nadziei.

Tren VII. Wersy 7–10

Urszulkę ogarnął „sen żelazny”, twardy i nieprzerwany, czyli śmierć. Letnia sukienka w malowane wzory, wstążeczki i złocone paski stały się niepotrzebne. Ojciec nazywa je „Matczyne dary płone”, czyli dary daremne.

Tren VII. Wersy 11–18

Matka nie do takiej łóżnicy miała doprowadzić córkę i nie taką wyprawę jej obiecywała. Myślała o weselu i posagu, a dała tylko koszulkę i skromną opaskę. Ojciec włożył córce pod główkę bryłkę ziemi. Posag i dziewczynkę zamknięto razem w jednej skrzynce, czyli w trumnie.

Tren VIII. Wersy 1–4

Ojciec mówi do Orszuli, że swoim odejściem zrobiła w domu wielką pustkę. Wszyscy są na miejscu, a jakby nikogo nie było. Tak wiele ubyło razem z jedną maleńką duszą.

Tren VIII. Wersy 5–10

Ojciec wspomina, jak córka mówiła i śpiewała za wszystkich i obiegała wszystkie kąty domu. Nie pozwalała matce się martwić, a ojcu zbytnio zamyślać. Obejmowała to jednego, to drugiego domownika i bawiła ich swoim radosnym śmiechem.

Tren VIII. Wersy 11–14

Teraz wszystko ucichło i w domu są prawdziwe pustki. Nie ma zabawy, nikt nie ma się z czego śmiać. Z każdego kąta wyziera żal, a serce na próżno szuka pociechy.

Plan wydarzeń — Wybór fraszek, wybrana pieśń, treny VII i VIII

  1. Fraszki o poezji i poecie.
    1. „Na swoje księgi” – fraszki zbierają śmiechy i żarty, a nie czyny bohaterów.
    2. „Do Mikołaja Firleja” – prośba o wybaczenie swawolnych rymów.
    3. „Do fraszek” – fraszki jako Labirynt, w którym poeta skrył swoje tajemnice.
  2. Fraszki refleksyjne.
    1. „O żywocie ludzkim” („Fraszki to wszytko…”) – życie jako fraszka, ludzie jak lalki chowane do worka.
    2. „O żywocie ludzkim” („Wieczna Myśli…”) – Bóg patrzy na ludzką krzątaninę jak na karnawał.
    3. „Człowiek boże igrzysko” – pycha człowieka i śmiech Boga.
    4. „Do gór i lasów” – wspomnienie młodości, podróży i zmiennych ról, pochwała chwytania chwili.
  3. Fraszki o szczęściu i domu.
    1. „Na lipę” – lipa zaprasza gościa do cienia.
    2. „Na zdrowie” – zdrowie ważniejsze od bogactwa i władzy.
    3. „Na dom w Czarnolesie” – modlitwa o zdrowie, czyste sumienie i spokojną starość.
  4. Fraszki żartobliwe i obyczajowe.
    1. „O doktorze Hiszpanie” – wieczerza, wyważone drzwi i upity doktor.
    2. „Na nabożną” – pytanie do dewotki, która ciągle się spowiada.
    3. „Na starość” – ludzie pragną starości, a potem na nią narzekają.
    4. „Raki” – pochwała kobiet, która czytana wspak staje się przestrogą.
    5. „Do Hanny” – objawy zakochania.
  5. Pieśń „Czego chcesz od nas, Panie”.
    1. Pytanie o to, czym odwdzięczyć się Bogu, i odpowiedź – wdzięcznym sercem (strofy 1–4).
    2. Bóg jako budowniczy nieba, ziemi i morza (strofy 5–8).
    3. Pory roku posłuszne Stwórcy (strofy 9–10).
    4. Boża opieka nad roślinami i zwierzętami (strofy 11–12).
    5. Pochwała Boga i prośba o opiekę (strofy 13–14).
  6. Tren VII.
    1. Ojciec zwraca się do ubranek córki.
    2. Śmierć jako „sen żelazny” i niepotrzebne dary matki.
    3. Zamiast wesela – pogrzeb, posag i dziewczynka w jednej skrzynce.
  7. Tren VIII.
    1. Pustka w domu po odejściu jednej maluczkiej duszy.
    2. Wspomnienie śpiewu, zabaw i śmiechu Urszulki.
    3. Cisza i żal w każdym kącie domu.

Pozostałe materiały — Wybór fraszek, wybrana pieśń, treny VII i VIII