Problematyka — Zbrodnia i kara

Motywy, symbole i interpretacja — z odwołaniem do konkretnych scen utworu.

Teoria i jej cena

Raskolnikow nie zabija z chciwości. Zabija, żeby sprawdzić tezę własnego artykułu: że ludzkość dzieli się na materiał służący do płodzenia sobie podobnych i na tych, którzy mają dar powiedzenia nowego słowa, a ci drudzy mogą wobec własnego sumienia przekroczyć każdą normę. Likurg, Solon, Mahomet i Napoleon przelewali krew i historia przyznała im rację.
Powieść nie obala tej teorii argumentem. Obala ją doświadczeniem: bohater po morderstwie nie staje się Napoleonem, tylko chorym człowiekiem, który nie może spojrzeć matce w oczy. Sam formułuje wniosek — okazało się, że jest wszą, bo prawdziwy nadczłowiek nie zastanawiałby się ani chwili.

Czym jest kara

Wyrok sądu zapada dopiero w epilogu i jest zaskakująco łagodny: osiem lat katorgi. Prawdziwa kara zaczyna się w chwili zbrodni. To gorączka, bezsenność, niezdolność do rozmowy z bliskimi, przymus wracania na miejsce zbrodni, wybuchy wobec przyjaciół. Raskolnikow sam nazywa to najcelniej: nie starą zabił, siebie zabił.
Dostojewski przesuwa więc całe zagadnienie z prawa do wnętrza człowieka. Kara nie jest czymś, co społeczeństwo nakłada z zewnątrz — jest tym, co zbrodnia robi ze sprawcą niezależnie od tego, czy ktokolwiek go złapie. Dlatego wątek śledztwa może się obyć bez dowodów.

Petersburg jako współwinny

Miasto w tej powieści nie jest tłem. Lipcowy upał, smród kanałów, zaduch klitki pod dachem, tłok na Siennej, szynki i lombardy — wszystko to działa na bohatera jak gorączka. Dostojewski pokazuje nędzę bez sentymentalizmu: ludzie w niej nie stają się lepsi, tylko bardziej bezradni.
Wokół Raskolnikowa krąży cały korowód rozbitków: Marmieładow, który pije mimo że wie, co robi rodzinie; Katarzyna Iwanowna, wyganiająca dzieci na ulicę; Sonia, sprzedająca się, żeby nakarmić cudze dzieci. Żaden z nich nie wymyślił teorii i żaden nikogo nie zabił — a wszystkim jest równie źle. To milczący kontrargument wobec bohatera.

Sonia i droga wyjścia

Sonia jest w powieści jedyną osobą, która nie próbuje z Raskolnikowem dyskutować. Nie odpiera jego teorii, nie tłumaczy, że zabijać nie wolno. Każe mu ucałować ziemię i przyznać się przed ludźmi, a potem jedzie za nim na Syberię. Jej wiara nie jest dowodem — jest postawą.
Dostojewski nie ułatwia sobie zadania: dziewczyna, która ma uratować mordercę, sama łamie prawo boskie i ludzkie, utrzymując rodzinę prostytucją. Właśnie dlatego ma prawo mówić. Scena, w której czyta Raskolnikowowi o wskrzeszeniu Łazarza, jest centrum ideowym powieści.

Świdrygajłow, czyli teoria bez wyrzutów

Świdrygajłow jest tym, kim Raskolnikow chciał być: człowiekiem, który uznał, że wszystko mu wolno, i nie traci przez to snu. Prześladuje Dunię, ma na sumieniu żonę i inne rzeczy, o których powieść mówi półgłosem. A jednak to on w ostatnią noc rozdaje pieniądze Soni, dzieciom Marmieładowa i porzuconej narzeczonej, po czym strzela sobie w głowę.
Ten samobójczy strzał jest najmocniejszym argumentem powieści. Wolność bez granic okazuje się nie do wytrzymania także dla kogoś, kto niczego nie żałuje — po prostu prowadzi do pustki, w której nie ma już po co żyć. Raskolnikow, patrząc na Świdrygajłowa, widzi własną przyszłość.

Sen o zarazie

W epilogu, w gorączce, Raskolnikowowi śni się, że świat ogarnia mór idący z Azji. Nowe bakterie są duchami obdarzonymi rozumem i wolą; każdy zarażony uważa się za jedynego posiadacza prawdy, nie potrafi porozumieć się z nikim i jest gotów zabijać w imię własnych przekonań. Całe miasta wariują, ludzkość wybija się nawzajem.
To jest jego teoria rozciągnięta na wszystkich. Dopóki prawo do przekraczania norm ma jeden wyjątkowy człowiek, brzmi to nawet sensownie. Gdy to samo prawo weźmie sobie każdy, zostaje rzeź. Dostojewski nie pisze tego w traktacie — pokazuje we śnie chorego, i dlatego to działa.

Pozostałe materiały — Zbrodnia i kara