Problematyka — Dżuma

Motywy, symbole i interpretacja — z odwołaniem do konkretnych scen utworu.

Parabola: co znaczy dżuma

Dla pierwszych czytelników z 1947 roku sprawa była oczywista: dżuma to niemiecka okupacja. Zamknięte miasto, godzina policyjna, zbiorowe groby, ochotnicze oddziały sanitarne jako ruch oporu, Cottard jako kolaborant, któremu nowy porządek odpowiada. Camus pisał powieść przez całą wojnę i tego odczytania nie kwestionował.
Nie ograniczał jednak sensu książki do jednej sytuacji. Dżuma jest u niego nazwą zła w ogóle: przychodzi bez uprzedzenia, nie wybiera winnych, nie daje się wytłumaczyć i nie znika na dobre. Powieść nie pyta, skąd się bierze — pyta, co robić, kiedy już jest.

Postawy wobec zła

Camus rozpisał odpowiedzi na kilka postaci i żadnej nie unieważnił. Rieux leczy, nie wierząc w Boga ani w ostateczny sens swojej pracy, i nazywa to nie bohaterstwem, tylko uczciwością. Tarrou organizuje oddziały sanitarne z pobudek najbardziej radykalnych: nie godzi się na żadną śmierć, także tę usprawiedliwioną. Rambert najpierw chce uciec do miłości, potem zostaje, bo nie umie być szczęśliwy sam.
Grand, najbardziej niepozorna postać książki, robi po prostu to, o co go poproszono, i prowadzi statystyki zgonów. Camus pisze o nim z czułością — jeśli ta powieść ma bohatera, to właśnie jego. Na przeciwnym biegunie stoi Cottard, dla którego epidemia jest okazją: w mieście pełnym strachu przestępca przestaje się wyróżniać.

Cierpienie dziecka i pytanie o Boga

Najważniejsza scena powieści to wielogodzinna agonia małego Filipa Othona. Camus opisuje ją bez skrótu i bez pociechy, bo jest mu potrzebna jako argument: żadna teologia nie wytłumaczy cierpienia kogoś, kto nie mógł zawinić.
Paneloux jest w tej scenie postacią tragiczną, a nie karykaturalną. Po pierwszym kazaniu, w którym tłumaczył epidemię jako karę, musi wygłosić drugie — i mówi już nie „wy”, lecz „my”, i stawia sprawę bez osłon: wobec takiego cierpienia trzeba przyjąć wszystko albo odrzucić wszystko. Camus daje wierzącemu uczciwą odpowiedź, choć sam jej nie podziela.

Solidarność zamiast sensu

Z filozofii absurdu, którą Camus rozwinął w „Micie Syzyfa”, wynika, że świat nie dostarcza sensu, jakiego człowiek w nim szuka. „Dżuma” dodaje do tego krok dalszy: skoro sensu nie ma, zostaje solidarność. Nie jako pocieszenie ani jako program polityczny, tylko jako praktyka — leczenie, noszenie noszy, prowadzenie statystyk.
Dlatego w powieści nie ma wielkich gestów ani przemówień o ludzkości. Bohaterowie robią rzeczy zwykłe i męczące, w kółko, bez nadziei na wygraną. Rieux mówi wprost, że jedynym sposobem walki z dżumą jest uczciwość, a w jego zawodzie uczciwość oznacza wykonywanie zawodu.

Każdy nosi w sobie dżumę

Najszersze odczytanie tytułu podaje Tarrou w swoim nocnym wyznaniu. Zobaczył kiedyś ojca, człowieka łagodnego i domowego, żądającego w sądzie ściętej głowy oskarżonego, i zrozumiał, że porządek społeczny opiera się na zgodzie na zabijanie. Odtąd uważa, że każdy nosi w sobie dżumę i nikt nie jest od niej wolny, więc trzeba nieustannie czuwać, żeby przez nieuwagę nie tchnąć jej komuś w twarz.
To jest moment, w którym powieść przestaje być o epidemii, a zaczyna o nas. Dżuma nie potrzebuje wojny ani zarazy — wystarczy chwila nieuwagi i gotowość do usprawiedliwienia cudzej krzywdy, jeśli akurat służy słusznej sprawie.

Zakończenie, które nie jest zwycięstwem

Bramy się otwierają, ludzie tańczą, pociągi wracają. Camus nie daje jednak swojemu bohaterowi triumfu: Tarrou umiera na kilka dni przed otwarciem miasta, żona Rieux umiera daleko stąd, a lekarz idzie przez rozbawiony tłum sam.
Ostatnie zdania są ostrzeżeniem, nie puentą. Bakcyl dżumy nigdy nie umiera i nie znika; potrafi przez dziesiątki lat czekać w meblach i bieliźnie, aż przyjdzie dzień, gdy na nieszczęście ludzi i dla ich nauki obudzi swoje szczury i wyśle je, by umierały w szczęśliwym mieście. Zwycięstwo nad złem jest zawsze tylko chwilowe — i to jest ostatnie zdanie, jakie Camus zostawia czytelnikowi.

Pozostałe materiały — Dżuma