Problematyka — Balladyna
Motywy, symbole i interpretacja — z odwołaniem do konkretnych scen utworu.
Zbrodnia i jej logika
Najważniejszy temat dramatu nie brzmi „dlaczego Balladyna zabiła siostrę”, tylko „co dzieje się z człowiekiem po pierwszej zbrodni”. Słowacki pokazuje to z zimną konsekwencją: każde kolejne morderstwo jest łatwiejsze i mniej potrzebne od poprzedniego. Alina ginie dla konkretnego celu, Gralon — żeby wspólnik miał dowód lojalności, Grabiec dla korony, Kostryn dla wygody. Ostatnia ofiara, matka, ginie już bez żadnego powodu, z samego wstydu.
To rozpoznanie jest w utworze ważniejsze od kary. Balladyna nie staje się zbrodniarką dlatego, że taka była — staje się nią, ponieważ raz zabiła.
Wina, sumienie i krwawa plama
Plama na czole jest najbardziej rozpoznawalnym obrazem tej sztuki i nie ma w niej nic symbolicznego w sensie ozdobnym: to znak fizyczny, którego nie da się zmyć ani zakryć. Motyw pochodzi z Makbeta, ale Słowacki robi z niego coś własnego. Jego bohaterka nie ma wyrzutów sumienia w potocznym rozumieniu — nie żałuje. Ma za to ciało, które ją zdradza, i sny, przed którymi nie ucieknie.
W scenie uczty wina wraca w postaci dźwięku: piosenka o malinach doprowadza królową do obłędu. Zbrodnia okazuje się czymś, co można usłyszeć.
Władza i prawo do tronu
Korona Lecha wędruje w tym dramacie z rąk do rąk w sposób, który podważa całą ideę prawowitej władzy. Najpierw ma ją wygnany król żyjący w lesie, potem dostaje ją od nimfy prostacki Grabiec, wreszcie zdobywa ją morderczyni. Słowacki nie odpowiada wprost, czym jest prawo do tronu — pokazuje tylko, że sama korona niczego nie rozstrzyga, a władza zdobyta zbrodnią kończy się w chwili, w której zostaje osiągnięta.
Sprawiedliwość, której nie ma na ziemi
Scena sądu jest najlepiej pomyślanym fragmentem utworu. Balladyna, już jako królowa, musi rozsądzić trzy sprawy i w każdej okazuje się oskarżoną. Nikt jej nie demaskuje, nikt nie wskazuje palcem — to ona sama, trzykrotnie, wydaje wyrok śmierci. Kanclerz tylko przypomina jej regułę: radzić się sumienia i sądzić.
W świecie dramatu nie istnieje instancja zdolna osądzić królową, więc wyrok wykonuje piorun. To rozwiązanie typowe dla ballady — gatunku, do którego odsyła imię bohaterki — w której karę wymierzają siły nadprzyrodzone.
Świat fantastyczny i ludzka odpowiedzialność
Goplana, Skierka i Chochlik uruchamiają całą intrygę, i to z pobudek zupełnie błahych: nimfa jest zazdrosna o chłopa. Pojawia się więc pytanie, ile winy spada na Balladynę, skoro to duchy popchnęły wydarzenia.
Słowacki odpowiada na nie dość jednoznacznie. Goplana miesza w ludzkich sprawach, ale nikomu nie wkłada noża do ręki. Świat fantastyczny stwarza okazję; wybór należy do człowieka. Sama nimfa zresztą przewiduje skutki i mówi wprost, że natura pogwałcona zbrodnią będzie się mścić.
Ironia i dystans autora
Osobnym problemem interpretacyjnym jest ton. Dramat o pięciu trupach kończy się żartobliwym epilogiem, w którym kronikarz plącze się w wersjach, a rzecz zamyka dowcip o wieńcu laurowym. Do tego dochodzą świadome anachronizmy i rubaszny humor Grabca.
Ta dwuznaczność nie jest niedbalstwem. Słowacki pisze tragedię i jednocześnie pokazuje, że opowieść o początkach narodu jest opowieścią — czymś, co ktoś ułożył i co można opowiedzieć inaczej. Właśnie ten chwyt sprawia, że Balladyna brzmi nowocześnie mimo bez mała dwustu lat.